Kolejnym głównym punktem na naszej trasie miał być Grand Canyon....No cóż, jego masyw widać na powyższym zdjęciu i tyle w zasadzie musiało nam wystarczyć. A wszystko za sprawą pogody.
Poranek we Flagstaff przywitał nas półmetrową warstwą śniegu i ujemną temperaturą. Nie tego się spodziewaliśmy. Nasz samochód wyposażony w letnie opony odśnieżaliśmy hotelowymi ręcznikami, bo nic innego pod ręką...